piątek, 13 listopada 2015

13 - Nemidith

Chyba wreszcie mi zaufał. Bardzo mnie to ucieszyło.
Wciąż leżąc na podłodze ujęłam w palce wisiorek i jeszcze raz mu się przyjrzałam.
- Wiesz coooo, tak właściwie to ja mam tak jakby pierwszą literę twojego imienia, a ty mojego. - zerknęłam na niego.
- Ale... Niby dlaczego tak miałoby być? - zapytał. Chyba jednak niezbyt przypadło mu to do gustu.
- Bo ja tak mówię. - napuszyłam się. - Mieszkasz ze mną, a więc chyba możesz okazać chociaż tyle uległości? - dokładnie akcentowałam każdą sylabe ostatniego słowa. I osiągnęłam zamierzany efekt. Taki lekki podtekst wystarczył, by na twarz chłopaka wpłynął mocny rumieniec. Ha! Znalazłam nowe ulubione zajęcie.
- Ash... - zamruczałam. Wyraz jego twarzy mówił mi, że spodziewa się po mnie wszystkiego.
- Czego? - odburknął.
- Pomóż mi wstać... - wyciągnęłam do niego dłoń.
- A niby czemu miałbym to zrobić? - założył ręce na piersi i odwrócił się do mnie plecami.
- Bo zsuwa mi się bluzka. - wyszeptałam kokieteryjnie.
Może i było to jedynie małe kłamstewko, ale podziałało. W ciągu kilku sekund znalazłam się na kanapie. Mimo że wyglądał na delikatnego i uroczego, miał chłopak krzepe. Pociągnął mnie ku górze z takim impetem, że zwisałam z oparcie kanapy.
Zachciało mi się śmiać. Najpierw zaczęłam chichotać, a skończyłam na wariackim śmiechu. Fajnie, głupawka. Można go jeszcze trochę podrażnić, siedział trochę za cicho.
- Ej, Ash... Ash! Słuchasz ty mnie? - dziabnęłam go palcem w ramię. Spojrzał na mnie z urażoną miną.
- Nie! Nie słucham! - fuknął.
- A co to, męczy cię sumienie? Czyżbyś chciał, by moja bluzka jednak się zsunęła? Masz brudne myśli, skarbeńku? - demonstracyjnie pociągnęłam za ramiączko biustonosza, wystające zza bluzki. Policzki Ash'a znów zapłonęły.
- Zboczony dzieciuch. - stwierdził z pełnym przekonaniem. Skrzywiłam się.
- Dzieciuch?! Zboczony?! Sam jesteś zboczeńcem! - chwyciłam poduszkę i zaczęłam nią go okładać. Blokował jednak moje ciosy, a po krótkim czasie zaczął się uśmiechać.
Trzeba to zapisać, wojna na poduszki sprawia że mu się mordka cieszy.

Nie wiem, jak długo tak wydziwialiśmy, ale się zmęczyłam. Po raz ostatni walnęłam mu w ramię, puściłam poduszkę i rozłożyłam się na jego kolanach.
- Dobranoc. - uśmiechnęłam się sennie i zamknęłam oczy. Sen przyszedł szybko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz