czwartek, 6 sierpnia 2015

7 - Nemidith

W ciemności widziałam, że jego policzki pociemniały. Uśmiechnęłam się. Owszem, był starszy ode mnie, ale zachowywał się częściowo jak dzieciak.
Usiadłam obok niego.
- Sorki, że cię obudziłam, ale na prawdę nie mogę spać. Możemy trochę pogadać? - zapytałam. - Mógłbyś opowiedzieć mi o swoim dzieciństwie.
- A co tu opowiadać? Moi rodzice umarli, gdy miałem 15 lat, od tego czasu radziłem sobie sam, no i wreszcie wywalili mnie na bruk. - chłopak wzruszył ramionami. W milczeniu kiwałam głową, myśląc o tym, jak bardzo jego historia różniła się od mojej. Po chwili usłyszałam pytanie, które mnie zaskoczyło.
- A ty? Skoro mam ci towarzyszyć, może też opowiesz mi coś o sobie? - przyglądał mi się błękitnymi oczami. Kurde, dlaczego tak trudno powiedzieć "nie" osobom o niebieskich oczach?
- No więc... Ja odkąd pamiętam byłam na ulicy, a gdy trochę dorosłam znalazłam sobie pracę. Wykonywałam różne zlecenia, a teraz pracuje u tego dupka na stałe...

{ Tak, wiem, że dawno nie pisałam, ale brakuje mi motywacji. Nie wiem, czy ktoś to czyta, czy w ogóle ktokolwiek wie, że ta strona istnieje :/ Byłabym wdzięczna za chociaż jeden mały komentarz... }

6 - Ash

Obudziłem się. Wydawało mi się, że znów jestem dzieckiem, a mama głaska mnie po głowie. Przytuliłem twarz do tej ręki, jeszcze nie do końca przytomny. Usłyszałem chichot. Nie należał do mojej matki...
Otworzyłem oczy. W ciemnościach widziałem jedynie zarys twarzy, ale gdy zmrużyłem oczy rozpoznałem ją. Kobieta, której mam dotrzymać towarzystwa.
Zaraz, co ona robi?
Szybko usiadłem, czując, że się czerwienię.
- Mogę wiedzieć, co ty robisz? - zapytałem lekko naburmuszony. Ona jednak się jedynie zaśmiała.
- Nic nie robię. Nie mogę spać. Nudzi mi się. A teraz mam  okazję porządnie ci się przyjrzeć. - oznajmiła niewinnym tonem. Niezbyt jej wierzyłem. Po kimś takim można się spodziewać wszystkiego....

wtorek, 4 sierpnia 2015

5 - Nemidith

Oparłam się o siedzenie kanapy tuż obok jego nogi. Musiałam mu się dokładnie przyjrzeć.
Przejrzyste, jasnobłękitne oczy i lekko falujące złote włosy. Istny aniołek, gdyby nie inteligencja widoczna w tych dwóch głębokich jeziorach,  którymi były jego oczy.
Jeszcze nigdy nie widziałam kogoś tak pięknego.

Złapałam go za rękę i pociągnęłam do góry. Gdy wstał zauważyłam, że był ode mnie wyższy o pół głowy. Uśmiechnęłam się do gościa w surducie.
- Dobrze wybraliście. - pochwaliłam.

Zaciągnęłam chłopaka do mojego pokoju, mieszkania, czy co to tam było, i zaczęłam go przepytywać. Jak się nazywa, skąd jest, co lubi. Odpowiadał mi coraz pewniej.
Z kimś takim to ja mogę rozmawiać...

Zapadła noc.
Ash spał na kanapie. Uparł się,  że nie chce spać w łóżku, mimo że było tak wygodne.
Ja nie mogłam spać. Leżałam w łóżku,  dręczyły mnie wyrzuty sumienia.
Cichutko wstałam i usiadłam na podłokietniku obok jego głowy. Niepewnie zaczęłam głaskać jego włosy. Były cudownie miękkie. A jego twarz miała teraz taki delikatny wyraz...

4 - Ash

Zamrugałem. Ja? Uroczy?!
Przypomniała mi się wcześniejsza rozmowa. No chyba nie...!

Wytłumaczyli mi wszystko, albo prawie wszystko. Miałem być towarzyszem jakiejś kobiety. Nie chodziło o żadne usługi, jedynie o dotrzymanie towarzystwa. Miałem też mieszkać z nią w jednym pokoju, chyba że by mnie wyrzuciła.

Spodziewałem się jakiejś staruszki, może żony tego faceta, którego widziałem wczoraj. A teraz pochylała się nade mną młoda kobieta, być może nawet młodsza ode mnie. Mogła mieć koło 22 lat. Gapiła się na mnie z błyskiem z oku.
- Czy... Mogę już wstać? - zapytałem niepewnie, lekko zawstydzony dziwną pozycją.
- Wstawaj, proszę bardzo. - odpowiedziała, ale nie ruszyła się nawet na krok. Nie mogłem wstać, bo moja twarz wylądowałaby... No tak, na jej biuście. Trudna sytuacja...

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

3 - Nemidith

Gdy wstałam rano czułam się zarąbiście. Wreszcie się wyspałam. Przeciągnęłam się i powoli usiadłam. Chętnie bym jeszcze poleżała, ale niestety, robota...
Załatwię, co mam załatwić, i wracam do łóżka. Tak. To idealny plan na dzień.
Oporządziłam się i ubrałam w nowy strój.
Perfekcyjnie...
Na stoliku leżała teczka. Dane mojej następnej ofiary. Szybko przeczytałam zawartość.
Parę minut później siedziałam w aucie, jadąc na miejsce przeznaczenia. Ubić kogoś w biały dzień, co za dreszczyk emocji...
Pół godziny później było już po wszystkim. Nikt nic nie widział, nikt nic nie wie. A ja znów jestem w drodze do mojego nowego domu. Zdążyłam się już zadomowić.
Westchnęłam i wygodniej rozłożyłam się na siedzeniu samochodu. Jak tylko dojedziemy, mam zamiar zjeść coś słodkiego. Dużo czegoś słodkiego.
Wreszcie na miejscu. Wzięłam szybki prysznic, by pozbyć się krwi, i sprawdziłam zawartość szafek. Znalazłam sporo alkoholu i słodyczy. Czego chcieć więcej...?
Zgarnęłam parę opakowań ciastek i rzuciłam się na łóżko.
Pewnie obżerałabym się przez cały dzień, gdyby nie pukanie do drzwi. Niechętnie zwlokłam się z łóżka i z kwaśną miną otworzyłam drzwi.
- W głównym domu czeka na panią ee... Prezent. - elegancik w surducie wyglądał, jakby chciał uciec gdzie go nogi poniosą. Parsknęłam cichym śmiechem.
- Okej, okej. Już idę.

Poszliśmy do pokoju, w którym zazwyczaj odbierałam wynagrodzenie. Kopniakiem otworzyłam drzwi. Może i nie powinnam, ale byłam w zbyt dobrym humorze. Moje gwałtowne wejście najwyraźniej kogoś wystraszyło...
Jakiś chłopak gwałtownie się cofnął, i to w ten sposób, że uderzył kolanami o kanapę i na niej wylądował.
Nie zwracając na to uwagi podeszłam do niego i nachyliłam się nad nim jak na szczeniakiem.
- Ale ty jesteś uroczy... - zaćwierkałam. Po minie chłopaka zorientowałam się, że jest dość rozkojarzony.

2 - Ash

Podczas krótkiego czasu w moim niezbyt długim życiu poznałem znaczenie słów rozpacz, samotność i pustka.
Już parę tygodni minęło, odkąd wylądowałem na bruku. Jako tako nauczyłem się żyć na ulicy, unikając bójek i niebezpiecznych typów. Nie mogłem znaleźć żadnej pracy, pewnie z powodu mojego obecnego wyglądu.
Beznadzieja.
Usiadłem przy ścianie fabryki. Mały daszek zapewniał ochronę przed deszczem, a rura wiodąca w głąb fabryki rozgrzewała mnie podmuchem ciepłego wiatru.
Rozmasowałem skostniałe palce. Powoli przysypiałem. Sen to najlepszy sposób, by dni leciały stosunkowo szybko. Jednak, tego wieczoru, nie dane mi było spokojnie zasnąć.
Po jakimś czasie zauważyłem zbliżające się do mnie sylwetki. Garnitury, ciemne okulary... W taką pogodę? Czy oni coś widzą? Lepiej, jeśli nie widzą. Być może mnie wtedy nie zauważą.
Nie, chyba mnie widzą. Kierują się prosto na mnie. Skuliłem się w swojej kryjówce. Przystanęli jakieś dwa metry ode mnie. Słyszałem urywane skrawki ich szeptów. Coś o wyglądzie, że chyba się nadaję...
- Ej, ty. - podskoczyłem, gdy jeden z nich zwrócił się do mnie. - Będziesz tu siedział, czy wolisz załapać się na robotę?
- Robotę? - powtórzyłem niepewnie. Może to była szansa, a może...
- Otrzymasz dach nad głową, posiłki i co tam jeszcze będziesz chciał. - gapili się na mnie, a ja tak po prostu pomyślałem, że...
- Niech będzie. - wstałem. Jeśli mają zamiar zaprowadzić mnie do jakiegoś starego zboczeńca, to zawsze mogę zwiać...
Zaprowadzili mnie do potężnego budynku. I... O nie... Staruszek.
Mimo moich obaw stary nawet nie wstał, tylko skinął głową i zaraz zaprowadzili mnie dalej.
A potem zgarnęła mnie grupa dziewczyn ubranych jak pokojówki.
Nie mogłem się bronić, tak po prostu mnie rozebrały i wrzuciły do wanny. Zaczęły mnie szorować. Na szczęście w pewnym stopniu pozwoliły mi się same umyć...
Przyznaję, że gdy wreszcie nałożyłem na siebie czyste ubranie poczułem się o niebo lepiej. Oznajmili mi, że o robocie porozmawiamy jutro i pokazali pokój, mały, ale zadbany i w pełni wyposażony. Padłem na łóżko i bardzo szybko zasnąłem.

1 - Nemidith

Myłam ręce wodą spływającą z rynny. Deszcz zmywał krew z moich ubrań, na szczęście.
Spojrzałam w bok, na ciemny kształt leżący parę metrów dalej, i na połyskujący nóż wbity w plecy trupa. Uśmiechnęłam się pod nosem. To było łatwe zlecenie. I dobrze płatne. Teraz tylko odebrać walizkę z kasą...

Jakieś pół godziny później siedziałam na skórzanej kanapie i czekałam na pojawienie się gościa, który płacił za drobne zlecenia niebotyczne sumy, a do tego załatwiał transport i wszystko, co było potrzebne. Porządny zleceniodawca.
Drzwi się otworzyły. Do pokoju wszedł ten oto siwy staruszek, którego wszyscy się bali, a on nigdy nie stawiał się na spotkanie ze mną bez eskorty. Ale nie, nie miałam zamiaru mu szkodzić, zbyt dobrze płacił.
Jak zwykle podsunął mi walizkę z plikami pieniędzy, nie pytając nawet o dowód wykonanego zadania. Wiedział, że ja nie zawodzę. Już miałam zbierać się do wyjścia, gdy dobiegł mnie jego głos.
- Znów wracasz do tego obskurnego hotelu, co? - mimo, że miał już swoje lata, jego głos był młodzieńczy.
- Owszem, Reichi. - odpowiedziałam z pewną rezerwą. Czego on chciał? Czyżby kolejne zlecenie?
- Mam dla ciebie ofertę... - zarechotał. Nadstawiłam uszu. - Możesz wciąż płacić za hotele, które w naszych czasach zabierają ci większość pieniędzy, lub... - zrobił dramatyczną przerwę. - Na stałe zatrudnisz się u mnie. - zakończył. Zmarszczyłam brwi.
- A jakie będę miała z tego korzyści? - rozsiadłam się wygodniej. Zaciekawiła mnie ta oferta.
- Dostaniesz 200 000 miesięcznie, a oprócz tego otrzymasz wszystko, o co poprosisz, oraz oczywiście staniesz się właścicielką mieszkania. - uśmiechnął się, lecz ten uśmiech nie dosięgał jego zimnych oczu.
- Kusząca oferta... A jakie kryją się tu haczyki?
- Tylko jeden, i wątpię, by stanowił dla ciebie problem. Po prostu będziesz przyjmować jedynie moje zlecenia. Co ty na to?
Nie musiałam długo się namyślać. To mogło rozwiązać mój problem. Miałam dość spania w śmierdzących, hotelowych łóżkach. Ohyda.
- Odrzucenie tej propozycji byłoby grzechem.

Już tego wieczora leżałam w bajecznie miękkim łóżku, świeżo wykąpana i w czystych ciuchach. Jutro czekało mnie kolejne zadanie. I coś, co pomagało mi pozostać człowiekiem. Wiem, że ludzie Reichi'ego już dzisiaj udali się na poszukiwania. Może znajdą jakiegoś psa, 
albo kociaka? Ciekawe...
Już po kilku chwilach spałam.