Gdy wstałam rano czułam się zarąbiście. Wreszcie się wyspałam. Przeciągnęłam się i powoli usiadłam. Chętnie bym jeszcze poleżała, ale niestety, robota...
Załatwię, co mam załatwić, i wracam do łóżka. Tak. To idealny plan na dzień.
Oporządziłam się i ubrałam w nowy strój.
Perfekcyjnie...
Na stoliku leżała teczka. Dane mojej następnej ofiary. Szybko przeczytałam zawartość.
Parę minut później siedziałam w aucie, jadąc na miejsce przeznaczenia. Ubić kogoś w biały dzień, co za dreszczyk emocji...
Pół godziny później było już po wszystkim. Nikt nic nie widział, nikt nic nie wie. A ja znów jestem w drodze do mojego nowego domu. Zdążyłam się już zadomowić.
Westchnęłam i wygodniej rozłożyłam się na siedzeniu samochodu. Jak tylko dojedziemy, mam zamiar zjeść coś słodkiego. Dużo czegoś słodkiego.
Wreszcie na miejscu. Wzięłam szybki prysznic, by pozbyć się krwi, i sprawdziłam zawartość szafek. Znalazłam sporo alkoholu i słodyczy. Czego chcieć więcej...?
Zgarnęłam parę opakowań ciastek i rzuciłam się na łóżko.
Pewnie obżerałabym się przez cały dzień, gdyby nie pukanie do drzwi. Niechętnie zwlokłam się z łóżka i z kwaśną miną otworzyłam drzwi.
- W głównym domu czeka na panią ee... Prezent. - elegancik w surducie wyglądał, jakby chciał uciec gdzie go nogi poniosą. Parsknęłam cichym śmiechem.
- Okej, okej. Już idę.
Poszliśmy do pokoju, w którym zazwyczaj odbierałam wynagrodzenie. Kopniakiem otworzyłam drzwi. Może i nie powinnam, ale byłam w zbyt dobrym humorze. Moje gwałtowne wejście najwyraźniej kogoś wystraszyło...
Jakiś chłopak gwałtownie się cofnął, i to w ten sposób, że uderzył kolanami o kanapę i na niej wylądował.
Nie zwracając na to uwagi podeszłam do niego i nachyliłam się nad nim jak na szczeniakiem.
- Ale ty jesteś uroczy... - zaćwierkałam. Po minie chłopaka zorientowałam się, że jest dość rozkojarzony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz