poniedziałek, 21 września 2015

11 - Nemidith

Na początek chciałabym podziękować za komentarze, sprawiły, że chce mi się dalej pisać. I szczerze mówiąc, prawie się poryczałam :')
Jeśli chcecie dać mi jakieś porady lub coś podobnego, napiszcie do mnie na Facebooku na Nemidith Lobonegro ;)

Nie chciał łańcuszka, no dobrze. Jak nie to nie.
Polazłam do spiżarni. Słodycze, słodycze....
Gdy wracałam zauważyłam, że jakoś tak dziwnie mnie obserwował. Jakby chciał o coś zapytać ale się bał. Miałam nadzięję, że się odważy, nie lubię, gdy ktoś nie chce o coś zapytać, mimo że widać, że wierci mu to dziurę w brzuchu. Jeśli nie zapyta, jego sprawa. Mam akurat dobry humor, pewnie bym szczerze odpowiedziała. No i mi się nudzi, to jeszcze jeden powód.
Rzuciłam paczki z cukierkami na szafkę i podeszłam do niego od tyłu. Oparłam się o jego ramiona.
- Coś mi się wydaje, że masz jakieś pytanie. - zachichotałam, gdy spojrzał w górę z lekko czerwonymi policzkami.
- Nie, nie... Nie, wcale. - odwrócił wzrok. Nie wiem o co mu chodziło, mogłam najwyżej jeszcze trochę go pognębić. Rozbudził moją ciekawość.
- No ale ja widze, że chcesz o coś zapytać. Nie wstydź się... - zaczęłam mierzwić jego włosy. Próbował odetchnąć moją dłoń, ale się nie poddawałam. Próbowałam go łaskotać. 

niedziela, 13 września 2015

10 - Ash

Nemidith miała łańcuszek mojej matki. Musiała zabrać go tym dłużnikom. Musieli być jednymi z tych, którzy mnie wtedy wywalili.
Byłem przez to w lekkim szoku. Bez słowa wpatrywałem się w zawieszke, przypominając sobie słowa matki. Mówiła,  że dzięki temu ja nigdy nie zapomnę o niej, a ona o mnie.

Drgnąłem,  gdy nagle dziewczyna odpięła łańcuszek i mi go podała.
Pokręciłem głową.
- Nie, zatrzymaj go. Moja matka od dawna nie żyje, nie mam powodu, by to nosić.
- Jesteś pewien? - zapytała, a ja uśmiechnąłem się lekko.
- Tak, jasne. - nie wiem czemu, ale nagle poczułem, że jej ufam. Znałem ją od niecałych dwóch dni, a już jej wierzyłem. Owszem, trochę się jej bałem, ale spoza bariery postrachu, którą roztaczała, byłem w stanie wyczuć niepewność i jej strach. Wyglądała na niesamowicie silną i spokojną, ale w momentach, gdy jej się przyglądałem widziałem, że tak naprawdę wciąż jest tylko młodą dziewczyną.
Nie wiem czemu, ale to nasuwało mi określenie "złapana w pułapkę błędnego koła".

piątek, 11 września 2015

9 - Nemidith

Obudziłam się gdy było jeszcze ciemno. Wstałam, przebrałam się i uszykowałam do wyjścia. Przed drzwiami zatrzymałam się jeszcze na moment i spojrzałam na chłopaka. Spał, i zrzucił koc na podłogę. Cichutko do niego podeszłam i go przykryłam. Zaczął coś mamrotać. Uśmiechnęłam się. Słodki.

Siedząc w aucie ponownie przeglądałam papiery. Wszystko dłużnicy. Mogli mieć broń. Świetnie.

Tak jak podejrzewałam, byli uzbrojeni. Jednak co z tego, skoro nie potrafili się nią dobrze posługiwać. Szybko ich załatwiłam, a następnie powiesiłam na drzwiach, tak jak mi kazali, dla przestrogi.
Załatwienie ich wszystkich zajęło mi tak jakby cały dzień, w międzyczasie właziłam do ocalałych sklepów i coś sobie kupowałam, jakieś drobiazgi. Najczęściej słodycze,  które zjadłam juz w drodze.

U ostatniej ofiary, a dokładnie  to w rzeczach, które raczej należały do jego żony, również widniejącej na mojej liście, znalazłam piękny naszyjnik. Podkusiło mnie, no i go zwinełam. Trupowi i tak się nie przyda.

W drodze powrotnej oglądałam zawieszke. Pięknie zdobiona litera "A". Po przyjrzeniu się łańcuszkowi stwierdziłam, że jest trochę zbyt gruby jak na biżuterię takiej panienki. No ale, teraz jest mój.

Gdy już wróciłam do domu wpadłam przez drzwi jak naleśnik. Zmęczyłam się.
Ash siedział na kanapie. Przyglądał mi się ze zmarszczonymi brwiami.
- No cześć. Co masz taką minę? - ziewnęłam szeroko.
- Zniknęłaś z samego rana na cały dzień. - oznajmił.
- No tak. Taka robota. - wstałam i usiadłam obok niego na kanapie. - Ale przynajmniej mam coś fajnego. - pokazałam mu błyskotkę.
Zaniemówił.
- Ash? - zapytałam. Nagle chłopak wyciągnął zza koszuli identyczny łańcuszek, z zawieszoną na nim inną literą.
- To łańcuszek mojej matki! Zabrali go, gdy mnie wywalili. Litera "A" od Ash, a ja mam "N" od jej imienia, Natasha!

8 - Ash

Ciekawiło mnie, co to za zlecenia. Jakoś niczego nie mogłem sobie wyobrazić.
Czułem, że wieje od niej taką jakby grozą, czymś niebezpiecznym. Wyglądała niewinnie, ale pozory były najwyraźniej bardzo mylące.
- No i... Wiesz, męczy mnie to, ile masz lat. Bo jakoś nie mogę się zorientować... - zacząłem niepewnie. Uśmiechnęła się.
- Dziewiętnaście. - na widok mojej miny roześmiała się. - Co, wyglądam starzej?
- Noo... Nie do końca, ale... Nie spodziewałem się, że jesteś ode mnie 7 lat młodsza... - odkaszlnąłem. Troszkę mnie to zszokowało. Z pewnej perspektywy to nie była jeszcze nawet pełnoletnia.
Dziewczyna dalej chichotała.
- Zdębiałeś czy co? - pstryknęła mnie w czoło. Drgnąłem. - Jednak, cokolwiek by nie było, dalej masz mnie słuchać. Nie ma przebacz.
Chciałem coś jeszcze powiedzieć,  ale przerwał mi dzwonek do drzwi. Nemidith wstała i przez uchylone drzwi odebrała kilka sporych kopert.
- No to mam robotę... - wymruczała i usiadła przy stole. Szybko przeglądnęła zawartość kopert i je posegregowała. - Wiesz, już chyba pójdę spać... Wstaje wcześnie rano. - wróciła do łóżka, i już po kilku minutach słychać było jej spokojny oddech.
Korciło mnie, by zajrzeć do kopert. Po chwili namysłu zacząłem je otwierać. W środku były listy gończe, z napisaną poniżej kwotą, której nie oddali z pożyczki.
- A więc ściągasz długi... - odłożyłem koperty we wcześniejszej kolejności i położyłem się z powrotem. Moja ciekawość wzrosła. Jutro ją zapytam...