środa, 9 grudnia 2015

15 - Nemidith

- Pada śnieg, pada śnieg... - nuciłam, przedzierając się przez gruby śnieg. Padało coraz gęściej. A ja targałam za sobą choinkę na sankach. Nie mogłam się powstrzymać... Musiałam ją kupić. Ehehe, no nie, nie kupić. "Pożyczyłam" ją. Na stałe.

Po strasznie długim targaniu wreszcie wciągnęłam ją do domu.
- Asieeeek! - wydarłam się. Od niedawna tak nazywałam Ash'a. Asiek. Według mnie uroczo, idealnie do niego pasująco.
Chłopak podleciał z okrzykiem "Coś się stało?". Cisnęłam w niego sznurkiem sanek.
- Zabieraj to do pokoju! Ja lece po bombki! - zachichotałam i znów wybiegłam. Świeta, święta, już niedługo święta!
Przez chyba kolejną godzine szukałam ozdób. A gdy wreszcie znalazłam ucieszyłam się do tego stopnia, że zapomniałam o kompletnie przemoczonych butach. Przypomniałam sobie, gdy wróciłam do domu. Ale wcześniej jeszcze postarałam się o wszystko, co mogło być potrzebne. Świeczki, jedzenie i miałam też coś dla mojego Asieńka. Śliczną, słodką piżamkę. Może i było to trochę przesadzone, ale miałam to gdzieś. Była taka mięciutka, po prostu zarąbista. Spodnie były kremowe w białe kropki, a koszulka biała z brązowym kotkiem. Do tego należała do tych "rozchechłanych", rozchodzących się na ramionach. Po prostu urocza. Zapakowałam ją w kolorowy papier, jak prezent to musi i wyglądać jak prezent.
Gdy wreszcie, nareszcie wróciłam do domu trzęsłam się jak osika. Buty mi przemokły dosadnie, włosy miałam mokre od śniegu, ogólnie było mi zimno. Aha, no i zaczęłam kichać. A Asiek się ze mnie śmiał. Rzuciłam w niego łańcuchem na choinkę i zniknęłam w łazience. Miałam wrażenie, że jeśli zaraz się nie rozgrzeję, to zmienię się w mrożonkę.
Gdy wytoczyłam się z łazienki otulona kilkoma kocami czekała na mnie miła niespodzianka. Asiek stał przy oknie i mocował się z lampkami. Choinka już stała na stojaku. Gdy chłopak mnie zauważył, lekko pokraśniał.
- No co? Miała tak leżeć? A skoro nie zamierzałaś zbyt szybko wyleźć z łazienki, to zacząłem ją ozdabiać. Coś przeciwko? - wyszczerzył zęby i wrócił do pracy. Uśmiechnęłam się delikatnie. No, no, zhardział. Już się mnie nie bał.
I dobrze.
Usiadłam na kanapie. Gapiłam się na niego jak sroka w gnat, podczas gdy ubierał drzewko. I zrobiło mi się tak cieplutko i milutko, że usnęłam...

Info

Witam wszystkich serdecznie :D
Wiem, że piszę bardzo rzadko, ale albo brakuje mi czasu, albo natchnienia... No nic, od teraz postaram się pisać częściej.
Dodatkowo utworzyłam nową stronę pt "Wasze Pytania". Tam możecie pytać o co chcecie, odpowiadają Nemiś i Blondasek, a także Reichi i ja sama :P
Z niecierpliwością czekam na pierwsze wasze pytania (Jeśli się jakieś pojawią) i dzisiaj mam zamiar zasadzic sobie motywującego kopniaka i cuś napisać.

Pozdrowionka, moi drodzy!

środa, 18 listopada 2015

14 - Ash

Dlaczego mam wrażenie, że jak tylko trochę dłużej czegoś nie napiszę to pewne osoby chcą mnie zamordować? ;-;
Bardzo się cieszę, że to czytacie, ale moglibyście zostawiać komentarze, a nie słać mi dość straszne Maile....
No, i jeszcze - od teraz - możecie czytać to też tutaj

No nie wierzę... Najpierw wyzywa mnie od zboczeńców, mimo że to siebie powinna tak nazywać, potem atakuje mnie poduszką, a teraz kima sobie spokojnie na moich kolanach. Czy coś jest z nią nie tak?
Co ja myślę... Przecież wiem, że tak. Jest zdrowo porąbana. Zastanawiałem się, dlaczego. Miała przecież dopiero 19 lat.... Owszem, bardzo wiele osób ostatnio traci zmysły, ale nie wyglądało na to, by była szalona. Raczej jej zachowanie zmieniło się pod presją wydarzeń.
Delikatnie nią potrząsnąłem. Co ona, nie ma zamiaru się budzić? Ile bym nią nie machał, jedyne co robiła, to mruczenie czegoś pod nosem. Może powinienem sie zemścić...?
Stłumiłem zły chichot.
Zwiąże ją i zamknę w szafie. Zobaczymy, jakie ma zdolności. Genialne.

Nie cieszyłem się moim pomysłem zbyt długo. A dokładniej to tylko do momentu, gdy podniosłem ją, by poszukać czegoś do wiązania. Dziewczyna nie ważyła prawie nic. A Przecież nie raz widziałem, ja zażera się słodyczami. Rzuciłem jej szybkie spojrzenie. Taaa, tak jak mówią. Wszystko idzie w cycki.
Chyba jednak jestem zboczeńcem.

Po rozważeniu kilku "za" i "przeciw" troszkę załagodziłem swój pomysł. Wziąłem pasek od szlafroka i związałem jej ręce na plecach, po czym przywiązałem do ramy łóżka. Następnie zakopałem pod wszystkimi kocami i poduszkami, jakie znalazłem.
Tyle powinno wystarczyć.

Jak się później okazało, mój pomysł obrócił się przeciwko mnie. Uwolniła się bez większych trudności, ja przysnąłem, a obudziłem się - olaboga, skąd ona je miała? - skuty futerkowymi kajdankami. Nemi nigdzie nie było widać, a klucz do kajdan leżał na stoliku kilka metrów ode mnie. W żaden sposób nie mogłem do niego dotrzeć. Czemu? Gdy wstałem okazało się, że skuła mi również kostki. i przykuła jakimś metrowym łańcuchem. Pięknie mi się odpłaciła. Uwolniła mnie dopiero jedna z pokojówek, bo szukali Nemidith. I znaleźli ją. Na dachu.



Przez kolejne kilka tygodni starałem się jakoś uzyskać więcej praw. Wychodzenie na dwór? Zaoferowała, że będzie mnie wyprowadzać. Co ja, pies?
Telewizor. O dziwo, dostałem.
Własne łóżko? Nope. Kanapa albo jej łóżko. Po namyśle stwierdziłem, że kanapa jest dość wygodna.
Dostałem również pozwolenie na dobieranie się do barku. I tak, mam zamiar sobie pofolgować!
Albo i nie.
Było jeszcze sporo tego. Często się kłóciliśmy, ale były to kłótnie na żarty. Miałem skuteczny sposób na budzenie jej, gdy zaspała. Wystarczyło zakręcić grzejnik i otworzyć okno. Była na nogach w ciągu kilku sekund.
Czas mijał, a my stawaliśmy się przyjaciółmi. Dziewczyna cały czas świerkotała o zbliżających sie świętach, a na widok pierwszego śniegu wpadła w euforię. I jak tu nie lubić takiej wariatki...

piątek, 13 listopada 2015

13 - Nemidith

Chyba wreszcie mi zaufał. Bardzo mnie to ucieszyło.
Wciąż leżąc na podłodze ujęłam w palce wisiorek i jeszcze raz mu się przyjrzałam.
- Wiesz coooo, tak właściwie to ja mam tak jakby pierwszą literę twojego imienia, a ty mojego. - zerknęłam na niego.
- Ale... Niby dlaczego tak miałoby być? - zapytał. Chyba jednak niezbyt przypadło mu to do gustu.
- Bo ja tak mówię. - napuszyłam się. - Mieszkasz ze mną, a więc chyba możesz okazać chociaż tyle uległości? - dokładnie akcentowałam każdą sylabe ostatniego słowa. I osiągnęłam zamierzany efekt. Taki lekki podtekst wystarczył, by na twarz chłopaka wpłynął mocny rumieniec. Ha! Znalazłam nowe ulubione zajęcie.
- Ash... - zamruczałam. Wyraz jego twarzy mówił mi, że spodziewa się po mnie wszystkiego.
- Czego? - odburknął.
- Pomóż mi wstać... - wyciągnęłam do niego dłoń.
- A niby czemu miałbym to zrobić? - założył ręce na piersi i odwrócił się do mnie plecami.
- Bo zsuwa mi się bluzka. - wyszeptałam kokieteryjnie.
Może i było to jedynie małe kłamstewko, ale podziałało. W ciągu kilku sekund znalazłam się na kanapie. Mimo że wyglądał na delikatnego i uroczego, miał chłopak krzepe. Pociągnął mnie ku górze z takim impetem, że zwisałam z oparcie kanapy.
Zachciało mi się śmiać. Najpierw zaczęłam chichotać, a skończyłam na wariackim śmiechu. Fajnie, głupawka. Można go jeszcze trochę podrażnić, siedział trochę za cicho.
- Ej, Ash... Ash! Słuchasz ty mnie? - dziabnęłam go palcem w ramię. Spojrzał na mnie z urażoną miną.
- Nie! Nie słucham! - fuknął.
- A co to, męczy cię sumienie? Czyżbyś chciał, by moja bluzka jednak się zsunęła? Masz brudne myśli, skarbeńku? - demonstracyjnie pociągnęłam za ramiączko biustonosza, wystające zza bluzki. Policzki Ash'a znów zapłonęły.
- Zboczony dzieciuch. - stwierdził z pełnym przekonaniem. Skrzywiłam się.
- Dzieciuch?! Zboczony?! Sam jesteś zboczeńcem! - chwyciłam poduszkę i zaczęłam nią go okładać. Blokował jednak moje ciosy, a po krótkim czasie zaczął się uśmiechać.
Trzeba to zapisać, wojna na poduszki sprawia że mu się mordka cieszy.

Nie wiem, jak długo tak wydziwialiśmy, ale się zmęczyłam. Po raz ostatni walnęłam mu w ramię, puściłam poduszkę i rozłożyłam się na jego kolanach.
- Dobranoc. - uśmiechnęłam się sennie i zamknęłam oczy. Sen przyszedł szybko.

piątek, 16 października 2015

12 - Ash

Uparta baba. Starałem się uciec albo przynajmniej ją odepchnąć, ale nie spodziewałem się,  że jest aż taka silna. Zaczęła mnie łaskotać. Niestety, ale łaskotki bardzo na mnie działały. Zacząłem się niepohamowanie śmiać. Mocno pochyliłem się do przodu, jednak złapała za moje ramiona i nagle zawisła na oparciu kanapy. Widocznie ją to zaskoczyło, bo zamarła. Zaraz po tym zaczęła się śmiać do tego stopnia, że niczym wąż zjechała po kanapie na ziemię. Spoglądałem na nią, szczerze zdziwiony.
Ona natomiast leżała na plecach na ziemi, z nogami w górze, śmiejąc się do rozpuku. Jej śmiech był zaraźliwy, udzieliła mi się ta wesołość.
Sprawiła, że postanowiłem nie pytać o jej pracę. Ale za to...
- Wiesz, mam takie wrażenie, że... Wcale nie musze się ciebie bać. - powiedziałem, gdy śmiech trochę ucichł. Spojrzała na mnie poważnie.
- I masz rację. Możliwe, że jesteś jedyną osobą, która nie musi. - przeciągnęła się. A ja wolałem juz w ogóle o to nie pytać.

poniedziałek, 21 września 2015

11 - Nemidith

Na początek chciałabym podziękować za komentarze, sprawiły, że chce mi się dalej pisać. I szczerze mówiąc, prawie się poryczałam :')
Jeśli chcecie dać mi jakieś porady lub coś podobnego, napiszcie do mnie na Facebooku na Nemidith Lobonegro ;)

Nie chciał łańcuszka, no dobrze. Jak nie to nie.
Polazłam do spiżarni. Słodycze, słodycze....
Gdy wracałam zauważyłam, że jakoś tak dziwnie mnie obserwował. Jakby chciał o coś zapytać ale się bał. Miałam nadzięję, że się odważy, nie lubię, gdy ktoś nie chce o coś zapytać, mimo że widać, że wierci mu to dziurę w brzuchu. Jeśli nie zapyta, jego sprawa. Mam akurat dobry humor, pewnie bym szczerze odpowiedziała. No i mi się nudzi, to jeszcze jeden powód.
Rzuciłam paczki z cukierkami na szafkę i podeszłam do niego od tyłu. Oparłam się o jego ramiona.
- Coś mi się wydaje, że masz jakieś pytanie. - zachichotałam, gdy spojrzał w górę z lekko czerwonymi policzkami.
- Nie, nie... Nie, wcale. - odwrócił wzrok. Nie wiem o co mu chodziło, mogłam najwyżej jeszcze trochę go pognębić. Rozbudził moją ciekawość.
- No ale ja widze, że chcesz o coś zapytać. Nie wstydź się... - zaczęłam mierzwić jego włosy. Próbował odetchnąć moją dłoń, ale się nie poddawałam. Próbowałam go łaskotać. 

niedziela, 13 września 2015

10 - Ash

Nemidith miała łańcuszek mojej matki. Musiała zabrać go tym dłużnikom. Musieli być jednymi z tych, którzy mnie wtedy wywalili.
Byłem przez to w lekkim szoku. Bez słowa wpatrywałem się w zawieszke, przypominając sobie słowa matki. Mówiła,  że dzięki temu ja nigdy nie zapomnę o niej, a ona o mnie.

Drgnąłem,  gdy nagle dziewczyna odpięła łańcuszek i mi go podała.
Pokręciłem głową.
- Nie, zatrzymaj go. Moja matka od dawna nie żyje, nie mam powodu, by to nosić.
- Jesteś pewien? - zapytała, a ja uśmiechnąłem się lekko.
- Tak, jasne. - nie wiem czemu, ale nagle poczułem, że jej ufam. Znałem ją od niecałych dwóch dni, a już jej wierzyłem. Owszem, trochę się jej bałem, ale spoza bariery postrachu, którą roztaczała, byłem w stanie wyczuć niepewność i jej strach. Wyglądała na niesamowicie silną i spokojną, ale w momentach, gdy jej się przyglądałem widziałem, że tak naprawdę wciąż jest tylko młodą dziewczyną.
Nie wiem czemu, ale to nasuwało mi określenie "złapana w pułapkę błędnego koła".

piątek, 11 września 2015

9 - Nemidith

Obudziłam się gdy było jeszcze ciemno. Wstałam, przebrałam się i uszykowałam do wyjścia. Przed drzwiami zatrzymałam się jeszcze na moment i spojrzałam na chłopaka. Spał, i zrzucił koc na podłogę. Cichutko do niego podeszłam i go przykryłam. Zaczął coś mamrotać. Uśmiechnęłam się. Słodki.

Siedząc w aucie ponownie przeglądałam papiery. Wszystko dłużnicy. Mogli mieć broń. Świetnie.

Tak jak podejrzewałam, byli uzbrojeni. Jednak co z tego, skoro nie potrafili się nią dobrze posługiwać. Szybko ich załatwiłam, a następnie powiesiłam na drzwiach, tak jak mi kazali, dla przestrogi.
Załatwienie ich wszystkich zajęło mi tak jakby cały dzień, w międzyczasie właziłam do ocalałych sklepów i coś sobie kupowałam, jakieś drobiazgi. Najczęściej słodycze,  które zjadłam juz w drodze.

U ostatniej ofiary, a dokładnie  to w rzeczach, które raczej należały do jego żony, również widniejącej na mojej liście, znalazłam piękny naszyjnik. Podkusiło mnie, no i go zwinełam. Trupowi i tak się nie przyda.

W drodze powrotnej oglądałam zawieszke. Pięknie zdobiona litera "A". Po przyjrzeniu się łańcuszkowi stwierdziłam, że jest trochę zbyt gruby jak na biżuterię takiej panienki. No ale, teraz jest mój.

Gdy już wróciłam do domu wpadłam przez drzwi jak naleśnik. Zmęczyłam się.
Ash siedział na kanapie. Przyglądał mi się ze zmarszczonymi brwiami.
- No cześć. Co masz taką minę? - ziewnęłam szeroko.
- Zniknęłaś z samego rana na cały dzień. - oznajmił.
- No tak. Taka robota. - wstałam i usiadłam obok niego na kanapie. - Ale przynajmniej mam coś fajnego. - pokazałam mu błyskotkę.
Zaniemówił.
- Ash? - zapytałam. Nagle chłopak wyciągnął zza koszuli identyczny łańcuszek, z zawieszoną na nim inną literą.
- To łańcuszek mojej matki! Zabrali go, gdy mnie wywalili. Litera "A" od Ash, a ja mam "N" od jej imienia, Natasha!

8 - Ash

Ciekawiło mnie, co to za zlecenia. Jakoś niczego nie mogłem sobie wyobrazić.
Czułem, że wieje od niej taką jakby grozą, czymś niebezpiecznym. Wyglądała niewinnie, ale pozory były najwyraźniej bardzo mylące.
- No i... Wiesz, męczy mnie to, ile masz lat. Bo jakoś nie mogę się zorientować... - zacząłem niepewnie. Uśmiechnęła się.
- Dziewiętnaście. - na widok mojej miny roześmiała się. - Co, wyglądam starzej?
- Noo... Nie do końca, ale... Nie spodziewałem się, że jesteś ode mnie 7 lat młodsza... - odkaszlnąłem. Troszkę mnie to zszokowało. Z pewnej perspektywy to nie była jeszcze nawet pełnoletnia.
Dziewczyna dalej chichotała.
- Zdębiałeś czy co? - pstryknęła mnie w czoło. Drgnąłem. - Jednak, cokolwiek by nie było, dalej masz mnie słuchać. Nie ma przebacz.
Chciałem coś jeszcze powiedzieć,  ale przerwał mi dzwonek do drzwi. Nemidith wstała i przez uchylone drzwi odebrała kilka sporych kopert.
- No to mam robotę... - wymruczała i usiadła przy stole. Szybko przeglądnęła zawartość kopert i je posegregowała. - Wiesz, już chyba pójdę spać... Wstaje wcześnie rano. - wróciła do łóżka, i już po kilku minutach słychać było jej spokojny oddech.
Korciło mnie, by zajrzeć do kopert. Po chwili namysłu zacząłem je otwierać. W środku były listy gończe, z napisaną poniżej kwotą, której nie oddali z pożyczki.
- A więc ściągasz długi... - odłożyłem koperty we wcześniejszej kolejności i położyłem się z powrotem. Moja ciekawość wzrosła. Jutro ją zapytam...

czwartek, 6 sierpnia 2015

7 - Nemidith

W ciemności widziałam, że jego policzki pociemniały. Uśmiechnęłam się. Owszem, był starszy ode mnie, ale zachowywał się częściowo jak dzieciak.
Usiadłam obok niego.
- Sorki, że cię obudziłam, ale na prawdę nie mogę spać. Możemy trochę pogadać? - zapytałam. - Mógłbyś opowiedzieć mi o swoim dzieciństwie.
- A co tu opowiadać? Moi rodzice umarli, gdy miałem 15 lat, od tego czasu radziłem sobie sam, no i wreszcie wywalili mnie na bruk. - chłopak wzruszył ramionami. W milczeniu kiwałam głową, myśląc o tym, jak bardzo jego historia różniła się od mojej. Po chwili usłyszałam pytanie, które mnie zaskoczyło.
- A ty? Skoro mam ci towarzyszyć, może też opowiesz mi coś o sobie? - przyglądał mi się błękitnymi oczami. Kurde, dlaczego tak trudno powiedzieć "nie" osobom o niebieskich oczach?
- No więc... Ja odkąd pamiętam byłam na ulicy, a gdy trochę dorosłam znalazłam sobie pracę. Wykonywałam różne zlecenia, a teraz pracuje u tego dupka na stałe...

{ Tak, wiem, że dawno nie pisałam, ale brakuje mi motywacji. Nie wiem, czy ktoś to czyta, czy w ogóle ktokolwiek wie, że ta strona istnieje :/ Byłabym wdzięczna za chociaż jeden mały komentarz... }

6 - Ash

Obudziłem się. Wydawało mi się, że znów jestem dzieckiem, a mama głaska mnie po głowie. Przytuliłem twarz do tej ręki, jeszcze nie do końca przytomny. Usłyszałem chichot. Nie należał do mojej matki...
Otworzyłem oczy. W ciemnościach widziałem jedynie zarys twarzy, ale gdy zmrużyłem oczy rozpoznałem ją. Kobieta, której mam dotrzymać towarzystwa.
Zaraz, co ona robi?
Szybko usiadłem, czując, że się czerwienię.
- Mogę wiedzieć, co ty robisz? - zapytałem lekko naburmuszony. Ona jednak się jedynie zaśmiała.
- Nic nie robię. Nie mogę spać. Nudzi mi się. A teraz mam  okazję porządnie ci się przyjrzeć. - oznajmiła niewinnym tonem. Niezbyt jej wierzyłem. Po kimś takim można się spodziewać wszystkiego....

wtorek, 4 sierpnia 2015

5 - Nemidith

Oparłam się o siedzenie kanapy tuż obok jego nogi. Musiałam mu się dokładnie przyjrzeć.
Przejrzyste, jasnobłękitne oczy i lekko falujące złote włosy. Istny aniołek, gdyby nie inteligencja widoczna w tych dwóch głębokich jeziorach,  którymi były jego oczy.
Jeszcze nigdy nie widziałam kogoś tak pięknego.

Złapałam go za rękę i pociągnęłam do góry. Gdy wstał zauważyłam, że był ode mnie wyższy o pół głowy. Uśmiechnęłam się do gościa w surducie.
- Dobrze wybraliście. - pochwaliłam.

Zaciągnęłam chłopaka do mojego pokoju, mieszkania, czy co to tam było, i zaczęłam go przepytywać. Jak się nazywa, skąd jest, co lubi. Odpowiadał mi coraz pewniej.
Z kimś takim to ja mogę rozmawiać...

Zapadła noc.
Ash spał na kanapie. Uparł się,  że nie chce spać w łóżku, mimo że było tak wygodne.
Ja nie mogłam spać. Leżałam w łóżku,  dręczyły mnie wyrzuty sumienia.
Cichutko wstałam i usiadłam na podłokietniku obok jego głowy. Niepewnie zaczęłam głaskać jego włosy. Były cudownie miękkie. A jego twarz miała teraz taki delikatny wyraz...

4 - Ash

Zamrugałem. Ja? Uroczy?!
Przypomniała mi się wcześniejsza rozmowa. No chyba nie...!

Wytłumaczyli mi wszystko, albo prawie wszystko. Miałem być towarzyszem jakiejś kobiety. Nie chodziło o żadne usługi, jedynie o dotrzymanie towarzystwa. Miałem też mieszkać z nią w jednym pokoju, chyba że by mnie wyrzuciła.

Spodziewałem się jakiejś staruszki, może żony tego faceta, którego widziałem wczoraj. A teraz pochylała się nade mną młoda kobieta, być może nawet młodsza ode mnie. Mogła mieć koło 22 lat. Gapiła się na mnie z błyskiem z oku.
- Czy... Mogę już wstać? - zapytałem niepewnie, lekko zawstydzony dziwną pozycją.
- Wstawaj, proszę bardzo. - odpowiedziała, ale nie ruszyła się nawet na krok. Nie mogłem wstać, bo moja twarz wylądowałaby... No tak, na jej biuście. Trudna sytuacja...

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

3 - Nemidith

Gdy wstałam rano czułam się zarąbiście. Wreszcie się wyspałam. Przeciągnęłam się i powoli usiadłam. Chętnie bym jeszcze poleżała, ale niestety, robota...
Załatwię, co mam załatwić, i wracam do łóżka. Tak. To idealny plan na dzień.
Oporządziłam się i ubrałam w nowy strój.
Perfekcyjnie...
Na stoliku leżała teczka. Dane mojej następnej ofiary. Szybko przeczytałam zawartość.
Parę minut później siedziałam w aucie, jadąc na miejsce przeznaczenia. Ubić kogoś w biały dzień, co za dreszczyk emocji...
Pół godziny później było już po wszystkim. Nikt nic nie widział, nikt nic nie wie. A ja znów jestem w drodze do mojego nowego domu. Zdążyłam się już zadomowić.
Westchnęłam i wygodniej rozłożyłam się na siedzeniu samochodu. Jak tylko dojedziemy, mam zamiar zjeść coś słodkiego. Dużo czegoś słodkiego.
Wreszcie na miejscu. Wzięłam szybki prysznic, by pozbyć się krwi, i sprawdziłam zawartość szafek. Znalazłam sporo alkoholu i słodyczy. Czego chcieć więcej...?
Zgarnęłam parę opakowań ciastek i rzuciłam się na łóżko.
Pewnie obżerałabym się przez cały dzień, gdyby nie pukanie do drzwi. Niechętnie zwlokłam się z łóżka i z kwaśną miną otworzyłam drzwi.
- W głównym domu czeka na panią ee... Prezent. - elegancik w surducie wyglądał, jakby chciał uciec gdzie go nogi poniosą. Parsknęłam cichym śmiechem.
- Okej, okej. Już idę.

Poszliśmy do pokoju, w którym zazwyczaj odbierałam wynagrodzenie. Kopniakiem otworzyłam drzwi. Może i nie powinnam, ale byłam w zbyt dobrym humorze. Moje gwałtowne wejście najwyraźniej kogoś wystraszyło...
Jakiś chłopak gwałtownie się cofnął, i to w ten sposób, że uderzył kolanami o kanapę i na niej wylądował.
Nie zwracając na to uwagi podeszłam do niego i nachyliłam się nad nim jak na szczeniakiem.
- Ale ty jesteś uroczy... - zaćwierkałam. Po minie chłopaka zorientowałam się, że jest dość rozkojarzony.

2 - Ash

Podczas krótkiego czasu w moim niezbyt długim życiu poznałem znaczenie słów rozpacz, samotność i pustka.
Już parę tygodni minęło, odkąd wylądowałem na bruku. Jako tako nauczyłem się żyć na ulicy, unikając bójek i niebezpiecznych typów. Nie mogłem znaleźć żadnej pracy, pewnie z powodu mojego obecnego wyglądu.
Beznadzieja.
Usiadłem przy ścianie fabryki. Mały daszek zapewniał ochronę przed deszczem, a rura wiodąca w głąb fabryki rozgrzewała mnie podmuchem ciepłego wiatru.
Rozmasowałem skostniałe palce. Powoli przysypiałem. Sen to najlepszy sposób, by dni leciały stosunkowo szybko. Jednak, tego wieczoru, nie dane mi było spokojnie zasnąć.
Po jakimś czasie zauważyłem zbliżające się do mnie sylwetki. Garnitury, ciemne okulary... W taką pogodę? Czy oni coś widzą? Lepiej, jeśli nie widzą. Być może mnie wtedy nie zauważą.
Nie, chyba mnie widzą. Kierują się prosto na mnie. Skuliłem się w swojej kryjówce. Przystanęli jakieś dwa metry ode mnie. Słyszałem urywane skrawki ich szeptów. Coś o wyglądzie, że chyba się nadaję...
- Ej, ty. - podskoczyłem, gdy jeden z nich zwrócił się do mnie. - Będziesz tu siedział, czy wolisz załapać się na robotę?
- Robotę? - powtórzyłem niepewnie. Może to była szansa, a może...
- Otrzymasz dach nad głową, posiłki i co tam jeszcze będziesz chciał. - gapili się na mnie, a ja tak po prostu pomyślałem, że...
- Niech będzie. - wstałem. Jeśli mają zamiar zaprowadzić mnie do jakiegoś starego zboczeńca, to zawsze mogę zwiać...
Zaprowadzili mnie do potężnego budynku. I... O nie... Staruszek.
Mimo moich obaw stary nawet nie wstał, tylko skinął głową i zaraz zaprowadzili mnie dalej.
A potem zgarnęła mnie grupa dziewczyn ubranych jak pokojówki.
Nie mogłem się bronić, tak po prostu mnie rozebrały i wrzuciły do wanny. Zaczęły mnie szorować. Na szczęście w pewnym stopniu pozwoliły mi się same umyć...
Przyznaję, że gdy wreszcie nałożyłem na siebie czyste ubranie poczułem się o niebo lepiej. Oznajmili mi, że o robocie porozmawiamy jutro i pokazali pokój, mały, ale zadbany i w pełni wyposażony. Padłem na łóżko i bardzo szybko zasnąłem.

1 - Nemidith

Myłam ręce wodą spływającą z rynny. Deszcz zmywał krew z moich ubrań, na szczęście.
Spojrzałam w bok, na ciemny kształt leżący parę metrów dalej, i na połyskujący nóż wbity w plecy trupa. Uśmiechnęłam się pod nosem. To było łatwe zlecenie. I dobrze płatne. Teraz tylko odebrać walizkę z kasą...

Jakieś pół godziny później siedziałam na skórzanej kanapie i czekałam na pojawienie się gościa, który płacił za drobne zlecenia niebotyczne sumy, a do tego załatwiał transport i wszystko, co było potrzebne. Porządny zleceniodawca.
Drzwi się otworzyły. Do pokoju wszedł ten oto siwy staruszek, którego wszyscy się bali, a on nigdy nie stawiał się na spotkanie ze mną bez eskorty. Ale nie, nie miałam zamiaru mu szkodzić, zbyt dobrze płacił.
Jak zwykle podsunął mi walizkę z plikami pieniędzy, nie pytając nawet o dowód wykonanego zadania. Wiedział, że ja nie zawodzę. Już miałam zbierać się do wyjścia, gdy dobiegł mnie jego głos.
- Znów wracasz do tego obskurnego hotelu, co? - mimo, że miał już swoje lata, jego głos był młodzieńczy.
- Owszem, Reichi. - odpowiedziałam z pewną rezerwą. Czego on chciał? Czyżby kolejne zlecenie?
- Mam dla ciebie ofertę... - zarechotał. Nadstawiłam uszu. - Możesz wciąż płacić za hotele, które w naszych czasach zabierają ci większość pieniędzy, lub... - zrobił dramatyczną przerwę. - Na stałe zatrudnisz się u mnie. - zakończył. Zmarszczyłam brwi.
- A jakie będę miała z tego korzyści? - rozsiadłam się wygodniej. Zaciekawiła mnie ta oferta.
- Dostaniesz 200 000 miesięcznie, a oprócz tego otrzymasz wszystko, o co poprosisz, oraz oczywiście staniesz się właścicielką mieszkania. - uśmiechnął się, lecz ten uśmiech nie dosięgał jego zimnych oczu.
- Kusząca oferta... A jakie kryją się tu haczyki?
- Tylko jeden, i wątpię, by stanowił dla ciebie problem. Po prostu będziesz przyjmować jedynie moje zlecenia. Co ty na to?
Nie musiałam długo się namyślać. To mogło rozwiązać mój problem. Miałam dość spania w śmierdzących, hotelowych łóżkach. Ohyda.
- Odrzucenie tej propozycji byłoby grzechem.

Już tego wieczora leżałam w bajecznie miękkim łóżku, świeżo wykąpana i w czystych ciuchach. Jutro czekało mnie kolejne zadanie. I coś, co pomagało mi pozostać człowiekiem. Wiem, że ludzie Reichi'ego już dzisiaj udali się na poszukiwania. Może znajdą jakiegoś psa, 
albo kociaka? Ciekawe...
Już po kilku chwilach spałam.