Nemidith miała łańcuszek mojej matki. Musiała zabrać go tym dłużnikom. Musieli być jednymi z tych, którzy mnie wtedy wywalili.
Byłem przez to w lekkim szoku. Bez słowa wpatrywałem się w zawieszke, przypominając sobie słowa matki. Mówiła, że dzięki temu ja nigdy nie zapomnę o niej, a ona o mnie.
Drgnąłem, gdy nagle dziewczyna odpięła łańcuszek i mi go podała.
Pokręciłem głową.
- Nie, zatrzymaj go. Moja matka od dawna nie żyje, nie mam powodu, by to nosić.
- Jesteś pewien? - zapytała, a ja uśmiechnąłem się lekko.
- Tak, jasne. - nie wiem czemu, ale nagle poczułem, że jej ufam. Znałem ją od niecałych dwóch dni, a już jej wierzyłem. Owszem, trochę się jej bałem, ale spoza bariery postrachu, którą roztaczała, byłem w stanie wyczuć niepewność i jej strach. Wyglądała na niesamowicie silną i spokojną, ale w momentach, gdy jej się przyglądałem widziałem, że tak naprawdę wciąż jest tylko młodą dziewczyną.
Nie wiem czemu, ale to nasuwało mi określenie "złapana w pułapkę błędnego koła".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz