Obudziłam się gdy było jeszcze ciemno. Wstałam, przebrałam się i uszykowałam do wyjścia. Przed drzwiami zatrzymałam się jeszcze na moment i spojrzałam na chłopaka. Spał, i zrzucił koc na podłogę. Cichutko do niego podeszłam i go przykryłam. Zaczął coś mamrotać. Uśmiechnęłam się. Słodki.
Siedząc w aucie ponownie przeglądałam papiery. Wszystko dłużnicy. Mogli mieć broń. Świetnie.
Tak jak podejrzewałam, byli uzbrojeni. Jednak co z tego, skoro nie potrafili się nią dobrze posługiwać. Szybko ich załatwiłam, a następnie powiesiłam na drzwiach, tak jak mi kazali, dla przestrogi.
Załatwienie ich wszystkich zajęło mi tak jakby cały dzień, w międzyczasie właziłam do ocalałych sklepów i coś sobie kupowałam, jakieś drobiazgi. Najczęściej słodycze, które zjadłam juz w drodze.
U ostatniej ofiary, a dokładnie to w rzeczach, które raczej należały do jego żony, również widniejącej na mojej liście, znalazłam piękny naszyjnik. Podkusiło mnie, no i go zwinełam. Trupowi i tak się nie przyda.
W drodze powrotnej oglądałam zawieszke. Pięknie zdobiona litera "A". Po przyjrzeniu się łańcuszkowi stwierdziłam, że jest trochę zbyt gruby jak na biżuterię takiej panienki. No ale, teraz jest mój.
Gdy już wróciłam do domu wpadłam przez drzwi jak naleśnik. Zmęczyłam się.
Ash siedział na kanapie. Przyglądał mi się ze zmarszczonymi brwiami.
- No cześć. Co masz taką minę? - ziewnęłam szeroko.
- Zniknęłaś z samego rana na cały dzień. - oznajmił.
- No tak. Taka robota. - wstałam i usiadłam obok niego na kanapie. - Ale przynajmniej mam coś fajnego. - pokazałam mu błyskotkę.
Zaniemówił.
- Ash? - zapytałam. Nagle chłopak wyciągnął zza koszuli identyczny łańcuszek, z zawieszoną na nim inną literą.
- To łańcuszek mojej matki! Zabrali go, gdy mnie wywalili. Litera "A" od Ash, a ja mam "N" od jej imienia, Natasha!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz